
Byliście kiedyś na Targach Turystycznych w Berlinie? Ot, chwalą się największą frekwencją na świecie -i mają rację. Ludzkie korki, które powstają wewnątrz hal okazują się rzeczywiście bardziej męczące, niż te znane z Mostu Długiego w Szczecinie
czy warszawskich Alei Jerozolimskich.
Czy zatem warto?
Owszem! Wystarczy bowiem przybyć w czwartek lub piątek, żeby uświadczyć zdecydowaną większość profesjonalistów zainteresowanych turystyką, a nie darmowymi smyczami, długopisami lub degustacjami lodów z Mannheim, jak to jest w weekend.
Naprawdę nie dziwi mnie fakt, że w dni otwarte dla ludu, w igrzyskach udział bierze już zdecydowanie mniej wystawców, niż w dniach poprzednich. Tak naprawdę, w sobotę to jarmark, a nie targi.

Ale jeśli już ktoś przybył w sobotę, wciąż może doświadczyć, że prawdą jest powiedzenie, iż te targi to "cały świat w jednym miejscu". Wystarczy podstawowa znajomość języka, żeby zamienić z wystawcami 2-3 słowa (na więcej nie mają czasu...i chęci, bo przecież najprawdopodobniej jesteś zwykłym śmiertelnikiem, który przybył tutaj, żeby zabić weekendową nudę).
Czy warto jeździć na targi? Jeśli chcesz nawiązać współpracę, poszukać posady -tak, ale w czwartek lub piątek. Jeśli zaś chcesz posmakować darmowych lodów, zabrać długopis i smycz -pomyśl, czy jest to warte tych 15 euro, które musisz zapłacić przy wejściu. A jeśli już się zdecydujesz, spróbuj poszukać miejsc pięknych, najciekawszych. Przejrzyj katalogi, zobacz albumy -może przekonasz się i znajdziesz miejsce na najbliższe wakacje? A znajdziesz tam naprawdę wszystko -wystarczy uważnie się rozglądać.